Ostatnio w swoich zbiorach płytek, które dostawałem jeszcze w czasach, gdy pisaniem o muzyce zajmowałem się hobbystycznie, znalazłem krążek kapeli, której już nie ma. Krążek debiutancki, który nigdy nie trafił do szerszej publiczności. Pomyślałem, ze może napiszę coś o tej muzyce tutaj w ramach retrospekcji. Przedstawiam więc Bullshit Baby. Na początek może zajmijmy się estetyką samego wydawnictwa, bo jak na rzecz wydaną własnym sumptem, jest to coś naprawdę wartego zauważenia. Piękne tekturowe opakowano rozkładane „na trzy”, przypomina produkcje z najwyższych półek. Dość wspomnieć tu płytę „The Time” Leszka Możdżera, „Debiut” Czesława śpiewającego, czy reedycje albumu „Miłość W Czasach Popkultury” zespołu Myslovitz. Grafiki tu mało, ale pasuje to do konwencji w jakiej utrzymana jest owa opisywana tekturka (logo zespołu z przodu i twarze chłopaków w środku). Wydawniczo „na piątkę”- muzycznie – zaraz się przekonamy. Grają „dirty rock”, „Mówi Continue reading
John Porter. Artysta, który poprzez swoją legendarną płytę Helicopters, bardzo wiele lat temu pokazał Polsce jak powinno się grać prawdziwego rocka. Z tego przynajmniej znają go trochę starsi melomanii. Dla młodszych fanów muzyki, z całą pewnością będzie to raczej starzejący się już pan, który też ładnych parę lat temu nagrał dość dziwną (jak na polskie gusta), ale klimatyczną płytę z niejaką Anitą Lipnicką. Tak, tą samą, która była kiedyś wokalistką Continue reading
Dla przeciwwagi, teraz opiszę płytę, która moim zdaniem niczym specjalnym się nie wyróżnia, prócz tego, że jeszcze przed jej premierą można było w ciemno powiedzieć jaka ona będzie. I co najciekawsze – rzeczywiście taka jest. Nowa płyta Patrycji Markowskiej. Z każdą jej płytą historia jest taka sama. Krytycy siekają piórem równo każdy krążek, radia z chęcią puszczają, bo to fajny, lekko głupi pop ze znanym nazwiskiem, a Continue reading
Jedną z ciekawszych i bardziej ambitnych składanek, wydawanych już cyklicznie stała się płyta Sygnowano Fabryka Trzciny. Płyta oczywiście dodatkowo jest objęta nazwą pewnego wina, którego nazwy tu nie mogę wymienić, ale podejrzewam, że każdy wie, o jaki album chodzi. Recz jest przecudnej urody, bowiem odwołuje się do muzyki światowej oraz polskiej spod znaku chillout-u. Oczywiście jest raz spokojniej, raz bardziej żywo, a nawet troszkę tanecznie, ale każdy Continue reading